O SPORACH SŁÓW KILKA

Spory pojawiają się w życiu każdego człowieka. Trudno nam bowiem czasami zaakceptować, że inni ludzie mają inne spojrzenie na świat, inne cele, inne postawy życiowe bądź inaczej realizują swoje potrzeby. Od stron konfliktu zależy jednak, czy spór przerodzi się w walkę z przeciwnikiem, czy przyczyni się do nawiązania głębokiego kontaktu z drugim człowiekiem. Spór może okazać się impulsem do zmiany i przyczynić się do tego, że ludzie nawiążą ze sobą prawdziwy kontakt, usłyszą siebie nawzajem, uwzględnią wzajemne potrzeby oraz sposoby ich realizacji, odkryją nową perspektywę patrzenia na świat, zyskają nowe umiejętności i większą wrażliwość, bądź przekroczą swoje ograniczenia.

Jako prawnik przyglądałam się sporom swoich klientów i zauważyłam, że większość długotrwałych sporów czy to w rodzinie, organizacji czy między przedsiębiorcami nie wynika z zawiłości prawnej, a jedynie z niechęci ludzi do usłyszenia drugiej strony i poszukania wspólnej płaszczyzny do rozmowy i w efekcie do zawarcia porozumienia. Wiele osób niestety nie widzi, co traci takim podejściem, i nie chce zobaczyć, co mogłaby zyskać zmieniając je. Z tego względu bardzo wiele sporów albo trwa w nieskończoność albo, jeżeli ma podłoże prawne, kończy się w sądzie.

Wyobraź sobie dwóch przedsiębiorców, z których jeden jest zleceniodawcą w zakresie produkcji, drugi ma fabrykę i produkuje. Czy nie lepiej dla nich, żeby spór między nimi zakończył się z uwzględnieniem potrzeb i jednej i drugiej strony. Przecież, jeżeli zdecydują, żeby spór rozsądził sąd, to może być to koniec ich współpracy, a początek walki. I jeden traci, bo musi szukać nowej fabryki, z którą musi od początku układać współpracę, i drugi traci, bo musi znaleźć nowego zleceniodawcę. A gdyby i jedna i druga strona uwzględniła potrzeby partnera, trochę odpuściła i chciała się dogadać, owocna współpraca mogłaby trwać dalej. Mało tego, każda strona zaoszczędziłaby środki finansowe oraz czas, a kolejne spory między tymi stronami miałyby szanse być rozwiązywane podczas spokojnej, konstruktywnej rozmowy.

Ten sam mechanizm działa w sporach osobistych. To, że chcemy za wszelką cenę mieć rację, gubi nas i powoduje, że zamiast szukać punktów wspólnych umożliwiających nam rozwiązanie konfliktu, kolejne miesiące, czy nawet lata skupiamy się na zbieraniu dowodów na potwierdzenie swojej racji i jedziemy w mańkę z filmu "Dzień świra": "Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!". Taka postawa powoduje, że tracimy rodzinę, partnerów, przyjaciół. Niektórzy po latach nawet nie pamiętają, o co chodziło w danym sporze. Gdy porzucimy drogę udowadniania swojej racji i zmienimy choć trochę kąt patrzenia na sprawę, może się okazać, że tak naprawdę kością niezgody jest jakaś błahostka, o którą nie warto się sprzeczać, bądź że stoimy o krok od wypracowania rozwiązania, które będzie satysfakcjonowało obie strony. Żeby tam dotrzeć, potrzebujemy chcieć zmienić perspektywę i zwrócić tory naszej komunikacji na wzajemne potrzeby.

Tak naprawdę całkowicie nierozwiązywalne są tylko takie spory, w których ktoś intencjonalnie chce oszukać drugą stronę lub wykorzystać sytuację bądź za wszelką cenę chce wygrać. Pozostałe spory, przy odrobinie dobrej woli obu stron są rozwiązywalne i to z korzyścią dla wszystkich. Rozwiązanie osiągnięte przy uwzględnieniu potrzeb wszystkich stron dodaje siły i mocy, uczy jak zadbać o swoje potrzeby przy zachowaniu szacunku dla innych, otwiera nas na wewnętrzną mądrość i rozbudza szczerą tolerancję, może być trampoliną do lepszego życia pełnego wrażliwości skierowanej na siebie i drugiego człowieka.

"Papierkiem lakmusowym do sprawdzenia, czy dany konflikt rozwiązywany jest bez przemocy, jest to, że przy takim rozwiązaniu, nie zostają urazy, a na końcu wrogowie stają się przyjaciółmi."
Mahatma Gandhi